I gdzie ta Pułapka?

Widzowie w Polsce już chyba przyzwyczaili się do tego, że trudno o dobry serial rodzimej produkcji trzeba sięgnąć po coś z zagranicy. Tutaj w zasadzie mamy tylko dwie sensowne opcje, które są legalnie dostępne w naszym kraju – HBO, które jest absolutnym liderem w segmencie odcinkowych produkcji i Netflix, u którego jest na tym polu dość nierówno i obok perełek nierzadko można trafić na gniota. O starej, dobrej Ekstradycji nie wspominam, bo to stare dzieje, a serial i tak przy ostatnim sezonie zaliczył spadek formy.
Na szczęście w ostatnich kilku latach można było zaobserwować tutaj poprawę przede wszystkim za sprawę wspomnianego już wcześniej HBO (Wataha i Pakt) i Canal+ (oczywiście chodzi o Belfra, ale umówmy się, że przede wszystkim o pierwszy sezon, ok?). Do tego chlubnego grona producentów przyzwoitych polskich seriali postanowił dołączyć TVN z zapowiadaną już od wielu miesięcy Pułapką, projektem, który nie miał prawa się nie udać.

No bo jeśli spojrzeć na części składowe serialu, to niemalże wszystko było na swoim miejscu i idealnie kopiowało, czy wręcz podbierało elementy, które sprawdziły się u „konkurencji”. Łukasz Palkowski to jeden z ciekawszych w tym momencie reżyserów. Może i jego inspiracje zachodnim kinem są czasami męczące i średnio udane, ale zarówno Belfer (pierwszy sezon, przypominam!), Bogowie, czy Najlepszy były w stanie obronić się pod kątem artystycznym i, przede wszystkim, finansowym, bo to przecież najważniejsze dzisiaj kryterium oceniania produkcji filmowych i telewizyjnych. Zresztą, nie ma się co oszukiwać, zawsze było i znane są już przypadki filmów znakomicie zrealizowanych, kultowych które nie dały sobie rady pod względem finansowym wtedy, kiedy powinny – niech będzie dobrym przykładem taki Blade Runner, który na kontynuację musiał sobie te 25 lat poczekać. No i co zrobił TVN w takiej sytuacji? Zatrudnił Palkowskiego u siebie, bo skoro wyszło mu u innych, to tutaj też powinno. Do pary z Palkowskim jest jeszcze Marian Prokop, odpowiedzialny za zdjęcia w Belfrze ale o tych można w sumie powiedzieć tylko tyle, że są – zachwytów nie stwierdzono. To tyle z Canal +.
Z HBO podkradli chyba tylko Leszka Lichotę z jego wyjątkowo owłosioną twarzą. Chociaż z tym może nie do końca trafiłem, bo facet w końcu dawno, dawno temu pojawiał się w Na Wspólnej. W każdym razie, rola w Pułapce jest jakby pisana pod niego – wkurwiony, doświadczony przez życie, zniechęcony. No, jakbym widział Rebrowa z Watahy, tylko gdzieś na obrzeżach Warszawy, zamiast w malowniczych bieszczadzkich krajobrazach. Mam wrażenie, że z powodzeniem uciągnąłby inne role niż ciężko doświadczonych policjantów i strażników granicznych.
No dobra, Lichota nie jest tutaj w końcu najważniejszy, bo pierwsze (i drugie w sumie też) skrzypce w tym serialu grają Agata Kulesza i Marianna Kowalewska. O ile po tej pierwszej nie można spodziewać gry poniżej pewnego poziomu to młoda aktora jest pozytywnym zaskoczeniem. Co prawda, dziewczyna totalnie nie potrafi płakać, co widać nader często, ale oglądanie scen z nią nie powodowało jakiegoś szczególnego bólu zębów. Zresztą, nie pierwszy raz u Palkowskiego młodzi aktorzy mają okazję przebić się trochę ze świata teatralnego do filmu i telewizji, chociaż poziom pierwszego Belfra to jeszcze nie jest. O reszcie obsady też ciężko powiedzieć dużo złego. Preis, Kulig, Pieczyński – to nie są nazwiska, po których spodziewałbym się słabej gry, czy „odwalania” roboty.
Szkoda tylko, że przy całym tym budżecie, marketingu, porządnej obsadzie, zdolnym reżyserze ktoś zapomniał o jednej dość ważnej rzeczy… Gdzie się, kurwa, podział scenariusz? Serio, mamy w Polsce zdolnych scenarzystów, którzy są w stanie napisać świetne, trzymające w napięciu i, co najważniejsze, trzymające się kupy historie, ale dyrektor Miszczak i jemu podobni postanowili do *Pułapki* zatrudnić ludzi, którzy do tej pory odpowiadali za Strażaków, SzkołęW-11 i inne genialne paradokumenty ze stajni TVN. Zdaję sobie sprawę z ogromnej popularności tego typu produkcji, ale jakoś ciężko mi uwierzyć, że ludzie ślęczą przed telewizorami ze względu na porywającą i genialną fabułę tychże. Scenariusz Pułaki może nie jest na tak żenująco niskim poziomie, ale to może przez to, że nie jest szczególnie obecny. Mógłbym się nad nim pastwić teraz dość długo, ale szkoda mi chyba czasu na wyliczanie wszystkich jego grzechów. Wystarczy chyba tylko jeden – to się po prostu kupy nie trzyma. Główna bohaterka ma jakąś tam swoją motywację do wplątania się w całą fabułę i można się tego domyślić nawet całkiem szybko (tak po 10-15 minutach pierwszego odcinka), więc w momencie, w którym ujawnia swój najsekretniejszy sekret nie robi to wrażenia ani na widzach, ani na żadnej z towarzyszących jej postaci. Cała historia z układem trzęsącym Warszawą (tym razem idzie o jakieś przejmowanie kamienic) pojawiła się już setki razy w książkach, filmach i serialach, że ciężko udawać zaskoczenie, albo powstrzymać ziewnięcie, kiedy prawda wychodzi na jaw. Największym zaskoczeniem miał być chyba fakt, że historia Ewy jest tak naprawdę z wątkiem kamienicznym praktycznie niepowiązana, a głównym czarnym charakterem okazuje się Kinga Preis (oj, jaki to zmarnowany potencjał na pokazanie czegoś naprawdę ciekawego w wykonaniu takiej aktorki, jak ona). O jej motywacjach można napisać tylko tyle, że są godne najgorszej telenoweli – serio, takie przypały to tylko w Modzie na sukces przechodzą – w polskim serialu kryminalnym aż smutno się na coś takiego patrzy.
Może ze mnie dupa, a nie uważny widz, a może serial straszliwie ucierpiał w obróbce u montażystów, ale tyle razy miałem wrażenie, że pomiędzy poszczególnymi scenami brak jakiegoś związku przyczynowo-skutkowego, że po prostu odpuszczałem sobie domyślanie się, dlaczego bohaterki robią to, co robią, są, gdzie są, a morderca jest najdalej pół kroku za nimi.

Mimo tych wszystkich wad i ciągłego porównywania z innymi polskimi produkcjami z ostatnich lat, na tle których Pułapka wypada po prostu blado oglądało mi się to nawet znośnie. Może to kwestia tego, że serial za dużo od widza nie wymagał, a oglądanie tego na Playerze aż tak nie męczyło reklamami, a może po prostu nic lepszego na tapecie chwilowo nie mieliśmy. Drugi sezon już potwierdzony, zakończenie pierwszego otwarte (założę się, że rodzice Ewy żyją, czy coś), więc za kilka miesięcy przekonamy się, czy w TVNie potrafią wyciągać wnioski, czy dostaniemy po prostu powtórkę z rozrywki.

A, no i ja zupełnie nie wiem, skąd tytuł serialu? Gdzie ta pułapka? Kto się w nią złapał? Kto zastawił? O co tu chodzi?

Wpisów do końca projektu: 361

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.