Subscribe all the things!

Apki! Tyle apek! Tak wspaniałych apek! I do tego tak tanio! I płaci się co miesiąc!

Czy nam się to podoba, czy nie żyjemy w subskrypcyjnym świecie. Chcesz pograć w grę pograć sobie w gry? Świetnie – wystarczy tylko kilka dyszek co miesiąc i możesz sobie streamować całkiem świeże tytuły bezpośrednio na swój komputer, albo niepozorną przystawkę, jeśli tylko Twój internet na to pozwoli (biada użytkownikom mobilnego internetu!). A może coś odrobinę starszego – na to też znajdzie się jakiś abonament. Ba, w tym momencie gry, jako takie (nawet indyki) są wypuszczane jako usługi (czytaj „wybrakowane produkty”) i najlepiej do premierowego tytułu dokupić sobie season passa, który w teorii pozwoli nam się cieszyć tytułem przez kilka następnych lat (SquareEnix wprost mówi o Final Fantasy XV per gra-usługa). Podobnie jest przecież z filmami i serialami – uchował się jeszcze ktoś, kto nie ma dzielonego z czterema znajomymi albo członkami rodziny Netflixa? Lista mogła by się ciągnąć jeszcze przez jakiś czas – muzyka, ebooki, audiobooki, prasa, kino, kursy online, nawigacja samochodowa itp. itd.
To samo dotknęło oczywiście tego, co tygryski lubią najbardziej – aplikacji. Comiesięczne płatności za pakiety Adobe czy Microsoftu chyba już w zasadzie nikogo nie dziwią, ale muszę przyznać, że Setapp był dla mnie niemałym zaskoczeniem.

A co to w ogóle jest? Jak się już pewnie domyślasz – to po prostu kolejny sposób na wyciągnięcie paru dyszek z naszej kieszeni. I to taki, z którym absolutnie nie mam problemu. Za kwotę ok $12 miesięcznie dostajemy dostęp do kilkudzesięcu aplikacji, które kupowane oddzielnie opiewałyby łącznie ka kwotę idącą spokojnie w setki dolarów, czy, bardziej po naszemu tysiące złotych. A jak to działa? Bardzo prosto.

1. Wchodzisz na https://setapp.com/
2. Zakładasz sobie konto na okres próbny. Jak każdy cywilizowany człowiek masz pewnie konto w Google albo na Facebooku, więc cały proces rejestracji sprowadza się w zasadzie do kilku kliknięć
3. Ściągasz na swojego Maka pakiet instalacyjny aplikacji
4. Instalujesz
5. Odpalasz, logujesz się i Twoim oczom ukazuję się takie coś:
(img)

7. Wyszukujesz sobie interesującą Cię apkę – czy to po nazwie, czy to po słowach kluczowych (jak widać screenshot na załączonym screenshocie)
8. Klikasz Install i czekasz kilkadziesiąt sekund
9. Korzystasz z nowej aplikacji tak długo, jak tylko będziesz mieć ochotę na opłacanie abonametu. Albo przez pierwszy tydzień, bo potem kończy się trial i trzeba wrócić do piracenia edytorów tekstu i innych klientów FTP.

A wszystko to zajmuje Ci z dwa razy mniej czasu, niż mnie zajęło spisanie tych 9 oczywistych kroków. I pewnie ze 10 razy mniej czasu, niż wygrzebanie tych aplikacji w Mac App Store (chociaż ten nowy zrobił się jakiś taki nadający się do użycia), zatwierdzenie hasłem płatnego zakupu (no chyba, że masz mega drogiego MacBooka z TouchBarem, albo w głębokim poważaniu bezpieczeństwo i nieautoryzowany dostęp do swoich pieniędzy).

No dobra, a warto toto w ogóle brać? Są tam jakieś ciekawe apki? Jak zwykle w takich przypadkach – to zaeży.

Lubisz pisać i blogować? Jest chyba z 10 aplikacji, które mogą Ci w tym pomóc (jak chociażby Ulysses, FocusWriter, czy Blogo)

Twój wujek właśnie zaczyna handlować turbosprężarkami i potrzebuje strony internetowej? Nie ma problemu, odpalasz Espresso i ciśniesz

Nadal ściągasz porno z torrentów? Po pierwsze, mamy XXI i bardzo wyrafinowane rozwiązania do takich zabaw, ale i Setapp może pomóc, bo daje Folxa.

Jest jeszcze Numi – najfajniejszy kalkulator na świecie, Bartender, bez którego będziesz mieć w górnym pasku syf.

A może jesteś dziwny/dziwna – tak, jak ja i uznasz, że to właśnie Twój MacBook jest najlepszym miejscem do trzymania przepisów kulinarnych (nie jest! nic nie pobije Evernote) ale i tutaj z pomocą przychodzi MacGourmet Deluxe

Mógłbym tu w zasadzie produkować się jeszcze długo, bo apki są naprawdę do wszystkiego – Mindmapping, blokowanie YouTube’a i Facebooka, finanse osoboste, FTP, VPN, GTD i pewnie jeszcze kilka innych trzyliterowych skrótów.

A, żeby było fajniej – subskrypcje kupione (wypożyczone?) za pośrednictwem Setapp na Maku rozszerzają się również na inne urządzenia – przynajmniej Ulysses odpalony na iPadzie od razu załapał, że jest premium.

Żeby jeszcze Snagita mieli…

Ja już dawno przestałem się zżymać, że sprzedaż utworów przestaje juz być dla wielu twórców domyślnym sposobem na zarabianie na swojej pracy. Dużo sensowniejszym, z ich punktu widzenia, wydaje się przywiązanie do siebie klientów poprzez jedynie umożliwienie im korzystania z efektów swojej pracy i „groźba” odebrania jej po pierwszej nieudanej/zaniechanej płatności, która wydaje się pozornie niewielka, ale gdyby podliczyć kasę, która idzie na wszystkie miesięczne subskrypcje i przemnożyć chociażby przez 12 mogą się z tego spokojnie zrobić kwoty idące w tysiące złotych. No cóż, za jakość i wygodę trzeba płaić – w tej chwili co miesiąc o oby nie częściej.

Wpisów do końca projektu: 362

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.